Wywiad udzielony dwutygodnikowi Pomorzanin i portalowi EchoKamienia.pl

EchoCoraz głośniej, nie tylko w światku żeglarskim, o Mateuszu Stodulskim z Kamienia Pomorskiego, który w drugim kwartale przyszłego roku zamierza wypłynąć wraz z trzy osobowa załogą w czteroletni rejs dookoła świata na swoim jachcie „Sputnik II”.

>>> materiał na echokamienia.pl <<<

Mateusz urodził się w Kamieniu Pomorskim i jest coraz bardziej znany nie tylko w tym mieście. „Podobno żegluję dłużej niż od urodzenia ale nie jestem w stanie ustalić dokładnej daty, więc przyjmuję, że jestem żeglarzem od 31.05.1980 roku, odkąd ktoś w kamieńskim szpitalu doliczył się kolejnego obywatela PRL.” – powiada z odrobiną humoru o samym sobie.
W związku z jego ciekawymi planami zadaliśmy sobie trud, by się z nim spotkać i zadać kilka nurtujących nas pytań.

Jesteś młodym człowiekiem zafascynowanym jak widzimy w ciekawym sporcie jakim jest  żeglarstwo. Kiedy połknąłeś bakcyl pływania i w jakich okolicznościach?
Żeglarstwo było w moim życiu od zawsze. Rodzice i krąg ich znajomych żeglowali na kamieńskich jachtach klubowych i traktowali to jako najlepszą dostępną rozrywkę. Mieszkam 200 metrów od przystani, a w czasach telewizorów czarno – białych i dwóch programów telewizyjnych przystań żeglarska była centrum życia towarzyskiego Kamienia. Zawsze z niecierpliwością czekałem na niedzielne wypady na Gardzką Kępę czy do Międzywodzia. To tylko kilka mil od własnego podwórka ale dla kilkuletniego chłopaka były to wielkie wyprawy! Do dzisiaj pamiętam z tych wypadów smak kanapek z masłem i żółtym serem oraz świeżych  pomidorów no i oczywiście zapach skóry zmoczonej bryzgami fal i wysuszonej słońcem.
Już wtedy weekend bez żeglowania był dla mnie stracony… Tak było do czasu kiedy miałem kilkanaście lat i zacząłem samodzielnie uprawiać windsurfing. Wtedy już wpadłem po uszy. Potrafiłem spędzić na wodzie nawet 10 godzin! Czytanie rytmu fal, szukanie szkwałów i radość pędu hipnotyzowały mnie totalnie.

Twoje pierwsze rejsy, potem wielkie i długie rejsy, te krajowe i zagraniczne? Mógłbyś o nich coś więcej napisać, a przy tym pochwalić się niejako?
Pierwsze rejsy, które samodzielnie organizowaliśmy z kolegami z przystani były fantastyczne! Mieliśmy po 14 – 15 lat i do dyspozycji klubowe Omegi. Do tego straszny głód przygody i wyjątkową swobodę, z której korzystaliśmy.
Dorośli – zarówno rodzice jak i pracownicy przystani – dawali nam często wolną rękę i pozwalali na przykład na tygodniowe wypady na Gardzką Kępę czy nawet do Szczecina. Bosman Wiesiu wydawał omegę a my braliśmy namioty, jakieś jedzenie z domu, parę złotych to kieszeni i żeglowaliśmy na poszukiwanie przygód. Od tego czasu minęło zaledwie 20 lat, ale wątpię czy dzisiejsi rodzice i opiekunowie są wobec swoich podopiecznych tak liberalni. Trochę się to wszystko pozmieniało, sformalizowało, a szkoda bo mieliśmy świetną szkołę życia i jakoś nikt z nas na tym nie ucierpiał.
Potem były studia i trochę urwał się mój kontakt z żaglami ale także zaostrzył apetyt. Po powrocie do Kamienia w głowie miałem już żeglarstwo morskie. Myślałem o własnym jachcie i szlifowałem umiejętności na rejsach stażowych min. na szczecińskim „Zrywie”. Jego kapitanem był wtedy Wojtek Kaczor – kolega z wypraw na Gardzką Kępę, który już mocno już wszedł w świat żeglarski. Żeglowaliśmy na Bornholm, Rugię i do okolicznych portów. Czasem udało mi się samodzielnie zorganizować jakiś mały rejsik na pożyczonej łajbie, ale świat otworzył się przede mną dopiero gdy z ojcem kupiliśmy pierwszy jacht.
Na „SPUTNIKU” zacząłem ze znajomymi organizować wiele małych rejsów bałtyckich a także raz do roku jeden większy rejs miesięczny pod hasłem „Kamień Pomorski – brama na szeroki świat”. Pierwsza taka wyprawa odbyła się w roku 2010 i zatoczyliśmy wtedy krąg wokół południowego Bałtyku. Następnie w 2011 pożeglowaliśmy już do Norwegii na Morze Północne okrążając Jutlandię, w 2012 popłynęliśmy do Laponii w odwiedziny do Mikołaja a w tym roku byliśmy w Petersburgu. Dzięki tym rejsom zwiedziliśmy cały Bałtyk i okolice oraz poznaliśmy żeglowanie pełnomorskie w każdych warunkach.

Twoja pierwsza łódka, gdzie i kiedy to było?
Pierwszy był „SPUTNIK”. Jest to Tango 730. Kupiliśmy go z Mietkiem w Giżycku w 2008 roku. To typowa mazurska konstrukcja do żeglowania po jeziorach. Ja miałem od początku ambicje morskie więc cały rok 2009 jacht spędził na lądzie i w tym czasie dokonaliśmy w nim wielu modyfikacji, które pozwoliły na bezpieczne żeglowanie po morzu. W 2011 roku kupiłem w Szwecji „SPUTNIKA II” (długość 8,86 m. szerokość 2,6 m., wyporność 2,8 t., powierzchnia ożaglowania 31,6 m², silnik YANMAR YSE 8 9 HP). Jest to już większa, morska łajba typu „Shipman 28” wybudowana w Visby na Gotlandii. Ma w tej chwili 40 lat, ale cały czas nadaje się do poważnego żeglowania. Na pierwszym „SPUTNIKU” żegluje w tej chwili Mietek, a ja remontuję swój jacht i przygotowuję go do rejsu dookoła świata.

Gdzie się uczyłeś żeglarstwa i ewentualnie u kogo?
Pierwsze lekcje żeglowania dostałem oczywiście od ojca i jego kolegów. Był to naturalny proces polegający po prostu na zabawie w trakcie wspólnego żeglowania. Tak samo jak uczymy się chodzić czy jeździć na rowerze, tak ja uczyłem się trzymać kurs czy stawiać żagle. Potem byli trenerzy w klubie. Szczególnie dobrze wspominam trenera windsurfingu Zbyszka Gołębiewskiego, pod którego okiem zdobywaliśmy z kolegami szlify regatowe i trenera żeglarstwa Jurka Kaczora, świetnego instruktora, który do tej pory szkoli młodzież w Szczecinie. To była dobra, stara szkoła, w której liczyło się spędzanie jak największej ilości czasu na wodzie i samodzielne rozwijanie pasji do żeglarstwa. Nie było sztywnych godzin zajęć i programów. Na przystani spędzaliśmy całe dnie i korzystaliśmy do woli z każdego dostępnego sprzętu jaki był w klubie.

Co Cię tak naprawdę fascynuje i urzeka w Twoim pływaniu?
Żeglowanie to sport wielowymiarowy. Dla jednych najważniejszy jest aspekt regatowy i nastawienie na zdobywanie wyników, dla innych ważne jest weekendowe, rodzinne spędzanie czasu nad wodą, jeszcze inni lubią po prostu być na morzu i tam znajdują szczęście, a kto inny traktuje żeglowanie jako sposób na podróżowanie. Ja poznałem żeglarstwo chyba z każdej strony i najbardziej fascynuje mnie w tym sporcie właśnie to, że każdy może znaleźć w nim coś dla siebie i że jest to przygoda, która może trwać całe życie. Z wiekiem zmieniają się nasze potrzeby i priorytety ale żeglarstwo ma ofertę tak szeroką, że bez względu na okoliczności każdy może z niej skorzystać.
W tej chwili najbardziej bliski jestem żeglowaniu przygodowemu – podróżniczemu, ale lubię czasem wystartować w regatach, wypić z przyjaciółmi piwo w jakimś nowym porcie czy zaprosić rodzinę na niedzielne żeglowanie. Żeglowanie wychowuje, integruje, poszerza horyzonty i pozwala lepiej rozumieć przyrodę. Żeglarze mówią, że na morzu znajdziesz wszystko.

Jak wiem przygotowujesz się do swego rejsu Życia. Prosiłbym o więcej szczegółów, a więc kiedy, skąd, ile potrwa rejs, z zachodu lub ze wschodu Twój kierunek rejsu, załoganci i ilu. itp.? Czego oprócz życzenia „stopy pod kilem” można Ci życzyć na przyszłość i na ów rejs Twojego Życia i skąd pomysł na ten rejs?

Pomysł na rejs rodził się stopniowo. Marzenia o dalekich wyprawach były zawsze ale prawdziwych kształtów nabrały dopiero gdy kupiliśmy pierwszy jacht. Do rejsu „Sputnikiem dookoła Ziemi” zaczęliśmy się przygotowywać już pod koniec 2011 roku, gdy zostałem właścicielem „SPUTNIKA II”. Wtedy powstała koncepcja trasy i charakteru naszej wyprawy, której cechy są takie:
– płyniemy „SPUTNIKIEM II”,
– będzie to rejs załogowy z możliwością zmian załogi, jednocześnie będą żeglowały maksymalnie 3 osoby, czyli ja, moja żona Karolina i trzecia osoba zmieniająca się co kilka miesięcy,
– żeglujemy dla przygody, nie dla wyczynów żeglarskich,
– rejs ma być 4 letni,
– żeglujemy bez pośpiechu,
– „dżentelmeni żeglują z wiatrem”, więc wybieramy głównie trasę pasatową ze wschodu na zachód,
– spędzamy dużo czasu w portach, poznajemy świat,
– poznajemy ludzi, ich życie, historie,
– żeglujemy maksymalnie bezpiecznie, aby w danym rejonie znaleźć się w najdogodniejszej porze roku omijając strefy cyklonów tropikalnych,
– żeglujemy trasami sławnych żeglarzy, szukamy zmian,
– chętnie zbaczamy z głównych tras,
– relacjonujemy rejs w prasie i internecie, dzielimy się wrażeniami i spostrzeżeniami
– finansujemy rejs w ramach sponsoringu, współpracy z mediami, oszczędności własnych i pracy po drodze,
– podsumowaniem rejsu będzie wydanie książki.
W tej chwili przygotowania do rejsu są już bardzo zaawansowane i poza odpowiednim zapasem wody pod kilem najbardziej pożądanym życzeniem jest „powodzenia w poszukiwaniu kolejnych sponsorów”. Choć sezon żeglarski się skończył, to nie ma czasu na odpoczynek. Jacht „Sputnik II” przechodzi właśnie niezbędny remont. Kadłub jachtu jest szlifowany, likwidowane są ogniska osmozy. Całkowicie wymieniana jest instalacja elektryczna, tak aby była odporna na słoną, oceaniczną wodę. Sputnik II będzie też doposażony w nowe akumulatory i baterie słoneczne. W pracach remontowych pomagają mi: żona Karolina, tata Mieczysław oraz członkowie Jacht Klubu Kamień Pomorski Andrzej Czerwiński i Artur Skakuj.
Obecnie przygotowania do rejsu wspierają: Exalo Drilling S.A. – spółka Grupy PGNiG, Henri Lloyd, Crewsaver, Eljacht, Sail Service i Miesięcznik Żagle. Dzięki tej współpracy udało się sfinansować remont jachtu i część jego wyposażenia, jednak nasze potrzeby są cały czas duże.

I jeszcze na koniec. Czy Mateusz Stodulski w obecnej chwili utożsamiany jest już oprócz tego, że mocno „siedzi” w żeglarstwie, z naszym regionem i z samym Kamieniem Pomorskim?
Mam nadzieję że tak! Pochodzę z Kamienia, tutaj mieszkam, tu mam swój macierzysty port, jestem w zarządzie Jacht Klubu Kamień Pomorski i odkąd zacząłem organizować rejsy bałtyckie zawsze starałem się, by były one poza moją osobistą przygodą także promocją kamieńskiego żeglarstwa i żeglarstwa w ogóle. Wrażeniami z każdego ciekawszego rejsu zawsze staram się dzielić z jak najszerszą rzeszą odbiorców za pośrednictwem mediów lokalnych czy ogólnopolskich, takich jak miesięcznik „Żagle” czy TVN Meteo i mam odzew, że moje działania są skuteczne. W Kamieniu i okolicy powstały ostatnio nowoczesne mariny i dzięki mrówczej pracy wielu ludzi nasze miasto staje się powoli moją wymarzoną „bramą na szeroki świat”. Mam nadzieję, że kiedy wrócimy tu po kilku latach, zacumujemy w nowej stolicy polskiego żeglarstwa. Tego sobie i Państwu życzę.

Dziękuję za rozmowę i życzę w imieniu naszych czytelników – powodzenia i doznania wspaniałej przygody w okołoziemskim rejsie.

Nie dziękuję, by nie zapeszyć.