Zamknięta pętla

Po siedmiu miesiącach błądzenia wśród wschodnich zakamarków Morza Śródziemnego, zostawiony za rufą Sputnika II ulotny ślad spienionej wody, tysięcy przełamanych fal i świecących nocą meduz przeciął się ze szlakiem, który wyoraliśmy kadłubem we wzburzonych wodach południowej Sardynii w lutym.

Pamiętając o przestrogach starożytnych żeglarzy i biorąc poprawkę na wspierające nas współczesne technologie, postanowiłem kontynuować w samym środku śródziemnomorskiej zimy rozpoczęty w Marinie Kamień Pomorski rejs „SPUTNIKIEM dookoła Ziemi”.

Zamki z piasku

– Bruno chyba oszalał! Cały czas stęka coś pod nosem i próbuje wychylić się z kokpitu. No nie mam już siły go tak ciągle trzymać! – skarżyła się Karolina podczas jednego z czterech poranków na środku Morza Śródziemnego, kiedy przeprawialiśmy się z Krety wprost na Maltę.

Ucieczka z raju

– Witaj w domu! Jak było rejsie? – zapytała Karolina, kiedy po dwóch tygodniach z włoskimi klientami wróciłem do naszej letniej bazy w mieszkaniu Aśki na Kosie.
– Daj spokój! W życiu nie miałem tak aroganckich, pretensjonalnych i egoistycznych klientów. Jeszcze tydzień z nimi, a popełniłbym zbrodnię, lub nigdy więcej nie wsiadł na jacht.

Turcja po piracku

Drugą połowę upalnego, greckiego lipca musieliśmy podzielić równo na czas pracy i czas rodzinnego żeglowania. Stary holenderski pirat Frank zadowolony ze współpracy ze mną zlecił mi kolejny tydzień skipperowania na jednym z jego jachtów.
– Tym razem będzie was na łajbie dziewięcioro. U mnie dojdzie nawet dziesiąta osoba, bo biuro podróży sprzedało przez pomyłkę więcej miejsc niż chciałem.