Witamy na Karaibach!

– Gdzie dostałeś tą zupę!? – prosto z mostu zapytała przechodząca obok mojego stolika wyjątkowo pulchna, kreolska elegantka. Podniosłem nieśmiało wzrok znad talerza tłustej, aromatycznej zupy z krowich stóp i nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że za chwilę zostanę pożarty razem z moim daniem i połową targowiska w Castries.

Zgodnie z pierwotnym planem rejsu jacht Sputnik II powinien się już znajdować gdzieś pomiędzy Markizami a Nową Zelandią. Tymczasem załoga zatoczyła pętlę po Morzu Śródziemnym, a potem obrała kurs na Kanary.

Atlantyk

Dwudziestego szóstego listopada o godzinie dziesiątej rano oddałem cumy w Marinie San Miguel na Teneryfie, by użyć ich ponownie dopiero na Karaibach. W zasadzie już dwa dni wcześniej byłem gotowy. Czekałem tylko na idealny wiatr i szczerze mówiąc nie mogłem się doczekać startu.

Przed przelotem przez Atlantyk

Dobiega końca miesięczny postój Sputnika II na Kanarach. Czas oddać cumy, postawić żagle i zaprząc do pracy północno-wschodni pasat. Ten wiejący od niepamiętnych czasów wiatr, napędzany energią słońca i ruchem obrotowym Ziemi, zwany przez Brytyjczyków „wiatrem handlowym”, ma niezwykłą moc milionów koni mechanicznych.

Koniec drugiego etapu

Sashę, 23 letniego Szweda pochodzenia pół irańskiego, o antycznej, perskiej urodzie poznaliśmy przypadkiem jeszcze na Gibraltarze. Mały, szwedzki jacht na którym żeglował, stał niedaleko Sputnika II i jak to w takich sytuacjach zwykle bywa, nawiązaliśmy z jego załogą znajomość w drodze na pomost.