Polskie Karaiby

– Powiedz mi jak to jest w ogóle możliwe, że pochodzimy z tej samej gminy, ja z Kamienia a ty z Benic, obydwaj jesteśmy żeglarzami, a nie spotkaliśmy się jak do tej pory? – Zapytałem kapitana jachtu Nicolette, który dopłynął do Le Marin po dwumiesięcznym dryfowaniu po Atlantyku bez steru.

Miasto w mangrowcu

W wodnym mieście usadowionym w głębi zatoki mangrowej dzień zaczyna się chwilę po wschodzie słońca, gdy pierwsze białe czaple zrywają się ze swoich gniazd i wyruszają na żer. Z piekarni w marinie roznosi się po okolicy zapach świeżo pieczonych bagietek, a na wielkim kotwicowisku słychać warkot silników od pontonów

Witamy na Karaibach!

– Gdzie dostałeś tą zupę!? – prosto z mostu zapytała przechodząca obok mojego stolika wyjątkowo pulchna, kreolska elegantka. Podniosłem nieśmiało wzrok znad talerza tłustej, aromatycznej zupy z krowich stóp i nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że za chwilę zostanę pożarty razem z moim daniem i połową targowiska w Castries.

Zgodnie z pierwotnym planem rejsu jacht Sputnik II powinien się już znajdować gdzieś pomiędzy Markizami a Nową Zelandią. Tymczasem załoga zatoczyła pętlę po Morzu Śródziemnym, a potem obrała kurs na Kanary.

Atlantyk

Dwudziestego szóstego listopada o godzinie dziesiątej rano oddałem cumy w Marinie San Miguel na Teneryfie, by użyć ich ponownie dopiero na Karaibach. W zasadzie już dwa dni wcześniej byłem gotowy. Czekałem tylko na idealny wiatr i szczerze mówiąc nie mogłem się doczekać startu.