Zgodnie z pierwotnym planem rejsu jacht Sputnik II powinien się już znajdować gdzieś pomiędzy Markizami a Nową Zelandią. Tymczasem załoga zatoczyła pętlę po Morzu Śródziemnym, a potem obrała kurs na Kanary.

Atlantyk

Dwudziestego szóstego listopada o godzinie dziesiątej rano oddałem cumy w Marinie San Miguel na Teneryfie, by użyć ich ponownie dopiero na Karaibach. W zasadzie już dwa dni wcześniej byłem gotowy. Czekałem tylko na idealny wiatr i szczerze mówiąc nie mogłem się doczekać startu.

Przed przelotem przez Atlantyk

Dobiega końca miesięczny postój Sputnika II na Kanarach. Czas oddać cumy, postawić żagle i zaprząc do pracy północno-wschodni pasat. Ten wiejący od niepamiętnych czasów wiatr, napędzany energią słońca i ruchem obrotowym Ziemi, zwany przez Brytyjczyków „wiatrem handlowym”, ma niezwykłą moc milionów koni mechanicznych.

Koniec drugiego etapu

Sashę, 23 letniego Szweda pochodzenia pół irańskiego, o antycznej, perskiej urodzie poznaliśmy przypadkiem jeszcze na Gibraltarze. Mały, szwedzki jacht na którym żeglował, stał niedaleko Sputnika II i jak to w takich sytuacjach zwykle bywa, nawiązaliśmy z jego załogą znajomość w drodze na pomost.

Wspinaczka na Kanary

Po dwunastu dniach od Gibraltaru, razem z całą flotyllą jachtów zmierzających w pogoni za latem, tkwimy niecierpliwie w marinie Agadir w Maroko. Jest to już nasza dziewiąta doba w tym raczej przyjaznym, afrykańskim kraju. Z kapitanami innych jachtów spotykamy się codziennie w portowej kawiarni i popijając słodką, miętową herbatę analizujemy najnowsze prognozy pogody.