Turcja po piracku

Drugą połowę upalnego, greckiego lipca musieliśmy podzielić równo na czas pracy i czas rodzinnego żeglowania. Stary holenderski pirat Frank zadowolony ze współpracy ze mną zlecił mi kolejny tydzień skipperowania na jednym z jego jachtów.
– Tym razem będzie was na łajbie dziewięcioro. U mnie dojdzie nawet dziesiąta osoba, bo biuro podróży sprzedało przez pomyłkę więcej miejsc niż chciałem.

Babcia na pokładzie

Stacjonujące na wyspie Kos popularne statki wycieczkowe oferują kilkugodzinne rejsy o nazwie „Trzy wyspy w jeden dzień”. Nie ma technicznych ograniczeń dla zaliczenia trzech wysp w parę godzin, ale współczuję turystom, których przegania się jak bydło, oferując im złudzenie doświadczania wspaniałej przygody.

Skipper do wynajęcia

Dotarliśmy aż na Patmos. Wyspa słynie z tego, że w I wieku cesarz Neron zesłał tam apostoła Jana, który doznał na niej objawienia i stworzył tekst Apokalipsy. Jaskinia, w której Jan spisał swoje wizje jest dostępna do zwiedzania i stanowi cel pielgrzymek ludzi z całego świata. Tym razem jednak na wyspie prawie nie było turystów. Dla lokalnych restauratorów to jest prawdziwa apokalipsa.

Na krańcu Europy

– To gdzie my właściwie jesteśmy? Jeszcze w Europie czy już w Azji? Gdybym miała oceniać po architekturze, to powiedziałabym, że Kos jest raczej turecką wyspą, ale politycznie i kulturowo to przecież cały czas Grecja. – zastanawiała się Karolina.

Cyklady

– Andrea! Zabierz mnie ze sobą na poranny połów. Chciałbym się dokładnie przyjrzeć waszej pracy.
– Nie ma sprawy, ale musisz być na kutrze dokładnie o piątej rano. Ruszamy jeszcze przed świtem, a coś czuję, że jutrzejsza, to znaczy dzisiejsza pobudka nie będzie łatwa…