Pływający żłobek.

– Pytasz o to co stanowi największy problem w żeglowaniu z małymi dziećmi? Odpowiedź jest bardzo prosta. Pampersy! Tutaj może tego nie odczujesz, ale kiedy żeglowaliśmy z żoną i dwójką maluchów dookoła świata, to w wielu odległych miejscach w ogóle nie mogliśmy ich dostać, a jeżeli już były, to kosztowały krocie.

U stóp Wezuwiusza.

24 sierpnia 79 roku dla kilku tysięcy mieszkańców Pompejów czas się zatrzymał. Zastygłe w przerażających pozach postacie już od prawie dwóch tysięcy lat starają wydostać się ze swoich domów, dojść do najbliższej ulicy, uciec z zasypywanego gorącymi popiołami miasta. Komuś zabrakło tchu. Usiadł pod ścianą budynku i próbuje zasłonić twarz przed duszącymi gazami Wezuwiusza.

Lacjum

– Caput? navis? (głowa czy statek?) – siedzący w tawernie rybaka w Ostii starszy mężczyzna obracał w palcach miedzianego asa, którego awers zdobiła podobizna dwugłowego boga Janusa, a rewers dziób rzymskiego okrętu.

The Glenlivet

– Przepraszam, jakie jest hasło do wi-fi w waszej marinie?
– Glenlivet – odpowiedział przemiły Młodszy Bosman, pilnujący „porządku” w Marina Del Sole w Cagliari na Sardynii, najbardziej chaotycznej, hippisowsko-pirackiej przystani jaką kiedykolwiek widziałem.

– Szkoda, że nie ma Mateusza… Kto nam napisze relację z rejsu i opowie gdzie byliśmy i co widzieliśmy ?!
Spotkaliśmy się w Marsylii, dokąd Kasia z Robertem przylecieli w tym samym dniu, w którym wrócił do Polski Mateusz.